Malta, Valletta- city break w 4 dni.



Nie znam żadnego sensownego wytłumaczenia, które wyjaśniłoby moją nieodpartą chęć znalezienia się na Malcie. Więcej, nie wiem jak to się stało, że zbiegiem okoliczności ktoś wreszcie chciał ze mną pojechać. Wiem jednak, że Malta bardzo mnie zaskoczyła, zdziwiła, zaintrygowała...Do dziś nie umiem przyrównać sobie jej klimatu do żadnego innego, który już znam. Mam w głowie wiele sytuacji, które miały tam miejsce, a wciąż na nowo powracają i zastanawiają mnie. Malta bardzo mnie zdziwiła. 

Na Maltę wybrałam się z koleżanką na początku marca. Oczywiście termin przede wszystkim był podyktowany fajnymi cenami biletów lotniczych, ale nie tylko. W tym roku Valletta została ogłoszona Europejską Stolicą Kultury 2018 co jeszcze bardziej zachęcało do wyjazdu. 

Na wyspę leciałyśmy liniami Wizzair z Okęcia a suma za bilet, w dwie strony dla 1 osoby, nie przekroczyła 300zł (bilety wypatrzone na stronie skyscanner na miesiąc przed wylotem). Jeśli chodzi o nocleg to zatrzymałyśmy się w Hotelu Europa. Skusiła nas do niego przede wszystkim cena (w dniu zakupu była bardzo duża promocja, 125zł za osobę). Czy polecamy? Zależy czego szukacie. Obsługa hotelu była bardzo pomocna, ale sam budynek i pokoje mają już swoje lata (mimo wszystko dbają o czystość). Ponadto, jednych to bardzo by zirytowało, natomiast mnie rozbawiło, w pokoju miałyśmy 1 okno, które wychodziło na wewnętrzną część hotelu- czytaj: nie widziałyśmy nic oprócz ścian i sąsiednich okien. Jednak czy było to AŻ tak uciążliwe? Nie bardzo! Na Maltę wyruszyłyśmy żeby ją podziwiać, nie siedzieć w hotelu.

Miałyśmy 2 cele wyjazdu: odkrywanie nowego dla nas miejsca oraz odpoczynek (to przede wszystkim!). Chciałyśmy leniwie kręcić się po uliczkach miast, podglądać mieszkańców, patrzeć się w morze i jeść pyszne rzeczy. Zdecydowanie nie planowałyśmy biegania za milionem atrakcji (zwłaszcza, że na Malcie spędziłyśmy 2 pełne dni + 2 połowy dnia poświęcone na lot). Zdecydowałyśmy się na odkrywanie Valletty i okolic oraz wycieczkę do wioski rybackiej Marsaxlokk (w niedzielę, specjalnie na targ) i Mdiny. Czy urzekły nas te miejsca? Czytajcie dalej.



Pierwsze wrażenia po przylocie.
Ciepło. Niesamowicie przyjemne, ciepłe, wiosenne powietrze. Tego nam było trzeba! Lotnisko na Malcie jest dosyć małe więc szybko wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie znajdują się przystanki autobusowe (linie X). Tam razem z grupą innych polaków wsiadłyśmy do autobusu X2 i pojechałyśmy do centrum. Szczerze? Nie miałyśmy pojęcia gdzie jedziemy. Za oknem było totalnie ciemno, zaczęłyśmy analizować, gdzie w ogóle chcemy wysiąść. Koniec końców dojechaliśmy do końca trasy, czyli placu pod bramą stolicy, gdzie obok, po prawej stronie znajduje się dworze autobusowy. Kilka zdjęć ogromnego placu z fontanną i ruszyłyśmy na poszukiwanie kolejnego autobusu. No i zaczęło się. Była sobota wieczór. Imprezowa sobota wieczór. Normalnie bardzo lubię ten klimat, ale ten na Malcie totalnie mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że kiedykolwiek to poczuję, ale czułam się z g o r s z o n a. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Czułam się zgorszona i totalnie nie komfortowo patrząc na te młode dziewczyny i chłopaków, którzy byli wszędzie dookoła. Bardzo uderzył mnie ich styl bycia, ich ubranie. Zwłaszcza ubranie, lub w sumie to jego brak....Dziewczyny były właściwie rozebrane a dodatkowo kolory ich strojów były niesamowicie rażące, tandetne. Ogólnie nie mam problemów, że ktoś tak wygląda itp. Rozumiem, że ma taki styl bycia. Bywałam też w wakacyjnych, imprezowych miastach, ale to właśnie Valletta rozwaliła mnie pod tym względem na łopatki. Oczywiście, wszystkie te imprezowe dzieciaki jechały w naszą stronę, także jadąc w nocy z Valletty do Sliemy szybko zrozumiałam, że na wieczorne wyjścia mam zdecydowanie za długie sukienki (tak długość przed kolano była zła).

Dzień 1
Po wyjściu na miasto zastanawiałyśmy się bardzo czym zaskoczy nas ten dzień. W myślach bardzo modliłam się o odczarowanie szoku, który przeżyłam poprzedniej nocy. Plan na dzień: dojechać do Valletty a potem wsiąść do autobusu i ruszyć do Marsaxlokk. Oczywiście wyszło inaczej. 
Jadąc na Maltę trzeba się ogólnie nastawić na to, że połączenia komunikacyjne są fajne, ale autobusy są zapchane. Jeśli autobus jest pełen to kierowca w ogóle się nie zatrzyma. W ten sposób minęły nas 4 autobusy jadące do Valletty. W końcu stwierdziłyśmy, że nie chcemy tracić tego dnia i postanowiłyśmy iść na pieszo brzegiem wyspy. Szczerze mówiąc, to był chyba najlepszy pomysł, bo widoki były niesamowite! Trasa ze Sliemy do Valletty zajęła nam ok 3h, ALE po drodze zatrzymywałyśmy się co chwila na zrobienie zdjęć i zjadłyśmy śniadanie w fajnej knajpce Tiffany's Bistro (w sumie to jadłyśmy już tam codziennie, bo było naprawdę pysznie). Podczas spaceru zachwycił mnie fakt, że Valletta ciągle oddalała się i przybliżała, co nie pozwoliło mi zrozumieć jak daleko mamy co celu. Wszystko to przez nierówną linię brzegową, która tworzy sieć pięknych zatoczek.
Co do ludzi, szok został odczarowany, chociaż znowu mnie zaskoczyli. Nigdy, nigdzie nie widziałam tyle biegających osób! Z drugiej strony nie ma się co dziwić, uprawiali jogging w blasku słońca biegnąć promenadą wzdłuż brzegu- obłędny widok! Zrozumiałam jednak, że zdrowy styl życia to coś na co stawiają mieszkańcy tej wyspy.
Po dotarciu do Valletty znowu zmieniłyśmy plany. Mimo wielu dobrych opinii i zachęt, postanowiłyśmy odpuścić sobie Marsaxlokk. Prawie biegiem i z ogromną radością wkroczyłyśmy w bramy stolicy. Ach co to był za spacer! Włóczyłyśmy się wąskimi uliczkami, zaglądałyśmy do sklepów, siadałyśmy na tarasach widokowych i po prostu rozkoszowałyśmy się tym dniem. Cudowne uczucie! Na obiad przysiadłyśmy w Cafe Cordina na placu głównym. Natomiast na deser udałyśmy się do przypadkiem odkrytej lodziarni. Ach, ale jakiej! Będąc tam, koniecznie idźcie na lody do  Amorino Valletta (zdjęcie w kolarzu). Ich wyroby powalają smakiem (również lody w wersji bio) oraz wyglądem, ponieważ są układane w róże a na górze (wedle uznania) dekorowane makaronikiem. Bajka!
Po całym dniu chodzenia, zrelaksowane, postanowiłyśmy znaleźć kościół i udać się na mszę. Na Malcie kościołów nie brakuje, właściwie są one wszędzie, tak samo jak figurki lub małe wizerunki świętych. Wstąpiłyśmy do kościoła św. Barbary przy głównej ulicy w Vallettcie. Kościół z zewnątrz wyglądał iście niepozornie. Wciśnięty był pomiędzy 2 ściany starych budynków. Zaczęłam się wtedy zastanawiać jak to jest, mieszkać tu ze świadomością, że za ścianą mamy kościół...Trafiłyśmy na msze dla jakiejś małej wspólnoty. Wszyscy mieli takie same, ale nie typowe rysy (jakby indiańskie). Widać było, że każdy każdego bardzo dobrze zna. Właściwie tylko my dwie bardzo wyróżniałyśmy się z tłumu. Co mnie zaskoczyło (znowu)? Pan, a właściwie bodyguard tego kościoła. Był to mężczyzna ok 40lat, ubrany w garnitur, z ciemnymi okularami na oczach. Chodził po kościele i...dbał o wszystkich. Zagadywał, zaprowadzał na miejsce, pilnował porządku a w czasie mszy rozdzielał role i sprawdzał czy każdy się modli. Mimo moich podróży po świecie, z czymś takim spotkałam się po raz pierwszy. Ale to nie koniec! Psalm podczas tej mszy zaskoczył mnie chyba bardziej niż ubrania poprzedniej nocy i bodyguard z kościoła. A mianowicie, cisza i wyczekiwanie, natomiast z głośników zamiast pobożnej pieśni usłyszałam Boney M. Rivers of Babylon...wybuchnęłam śmiechem, problem w tym, że nikt inny się nie śmiał, powiem więcej, wszyscy byli niesamowicie poważni i zadumani! A ja? A ja miałam w głowie tylko wiele imprez przetańczonych do tej piosenki. Po odprawionej mszy ksiądz zszedł z ambony i ruszył wąskim środkiem kościoła do wyjścia. Po drodze zabrał małego chłopca na ręce a wszyscy ruszyli za nimi. O co chodzi? I czemu przy wyjściu jest taki tłum? Nie rozumiałam, do czasu. Wychodząc zauważyłam, że każdy z wiernych podchodzi o całuje tego księdza w dłoń (dodam tylko, że on nawet na nich nie zwracał uwagi). Zaniemówiłam i pomyślałam tylko: Malto czemu mi to robisz! Po raz kolejny stałam jak wryta w ziemie i patrzyłam, chłonęłam to życie na tej niepozornej wyspie.
Z racji późnej godziny i zbyt wielu emocji ruszyłyśmy szybkim krokiem na dworzec autobusowy, spragnione jedynie jednego: pokoju hotelowego, miejsca na ułożenie myśli i snu.




Dzień 2
Poniedziałek. Na Malcie. Piękna sprawa, myślę. Nie muszę iść do pracy, po obudzeniu wita mnie słoneczny dzień, czeka przepyszne śniadanie z widokiem na morze. Żyć nie umierać! Plan na dziś: wycieczka do Mdiny! Ruszyłyśmy z samego rana. Najpierw piechotą doszłyśmy do Tiffany's Bistro, gdzie zjadłyśmy śniadanie a następnie (cudem) wsiadłyśmy do autobusu nr 15 i ruszyłyśmy do Valletty. Los nam sprzyja (myślimy)! Po dotarciu do dworca nasze szczęście dobiegło końca. Szukałyśmy bardzo długo stanowiska dla autobusu, który zawiózłby nas do tego miasta (tak, zajęło nam to chwilę, że dworzec ciągnie się dalej za rogiem). Po znalezieniu reszty stanowisk, ustawiłyśmy się zadowolone przy barierce, gdzie miał się zatrzymać autobus. Byłyśmy nawet pierwsze w kolejce do wejścia. Tylko co z tego, gdy przez równo 47 minut żaden nie przyjechał...mijały nas wszystkie, dosłownie wszystkie, ale żaden jadący do Mdiny! O ironio! Za nami rosła kolejka turystów, atmosfera robiła się napięta. Pamiętam śmieszny moment, gdy starsza pani, stojąca za mną zaczęła grozić mi, że jeśli nie wpuszczę jej pierwszej to wezwie ochronę dworca. Malto, jesteś piękna, ale nie wiem jak tu żyć! Zirytowane ruszyłyśmy do pierwszej części dworca, bo za 30 minut nasz bilet tracił ważność więc i tak nie dojechałybyśmy do naszego celu. Zasmucone i zirytowane stanęłyśmy przed mapą komunikacyjną. Spontan. Postanowiłyśmy pojechać na drugą część zatoki- Birgu. Kierowca autobusu wytłumaczył nam wszystko, pokierował na miejscu i dał kilka przydatnych wskazówek. Jednak miałyśmy trochę szczęścia. Według nas, Birgu jest przepiękna i nieodkryta przez turystów (a przynajmniej wtedy, gdy my tam byłyśmy). Wąskimi uliczkami mijali nas lokalni mieszkańcy i wycieczki szkolne. Niesamowity klimat! Po kilku godzinach spaceru i podziwiania malowniczych widoków, zjadłyśmy pysznego burgera przy głównym placu a potem powoli wróciłyśmy do Valletty. 

Dzień 3
Ostatnie spotkanie z Maltą. Nasz samolot odlatywał chwilę przed 22 więc miałyśmy jeszcze cały dzień na podziwianie piękna wyspy. Zważając na nasze "szczęście" podczas tego wyjazdu, postanowiłyśmy na totalny chillout. Rano zjadłyśmy pyszne śniadanie z widokiem na morze a potem spacerkiem ruszyłyśmy do Valletty. Po drodze usiadłyśmy w lokalnym parku, gdzie rozłożyłyśmy mini piknik. W takim błogim nic nie robieniu zleciała nam większość dnia. Oczywiście nie od razu złapałyśmy autobus do stolicy. Co więcej, podczas czekania na niego podjeżdżały do nas różne samochody prywatne, gdzie kierowcy, widząc nasze walizki, proponowali nam podwiezie na lotnisko. Miałyśmy jeszcze dużo czas i mało zaufania do nich, dlatego czekałyśmy cierpliwie na autobus. W końcu dostałyśmy się do słynnego dworca. Ostatnie spojrzenie na ogromne mury Valletty i czas jechać na lotnisko. Ruszyłyśmy autobusem X2. Początkowo nie zwracałam na to uwagi, ale po 5 minutach jazdy zorientowałam się, że po pierwsze jesteśmy jedynymi kobietami w autobusie, po drugie jesteśmy jedynymi, białymi kobietami a po trzecie jedziemy przez wioski, które w świetle dnia przypominały mi trochę brazylijskie slumsy (pewnie w dużej mierze moja wyobraźnia szalała, ale druty kolczaste wzdłuż murów nie budziły mojego zaufania). Ogólnie nie jestem rasistką, o nie, ale w tej oto sytuacji utknęłam z koleżanką w środku autobusu wypełnionego czarnoskórymi mężczyznami. Jechałam sobie jakąś drogą na lotnisko, ale właściwie nie miałam pojęcia gdzie jestem i za ile tam dotrę. I o ile zazwyczaj jestem osobą spokojną, o tyle spokój opuszczał mnie z każdym kolejnym przystankiem i tłumem w autobusie. W mojej głowie miałam już wspomnienia historii z Rimini i innych wiadomości, które napływały ze świata. Zaczęłam delikatnie sugerować mojej koleżance żebyśmy może wysiadły na najbliższym przystanku lub przesunęły się do drzwi, ale ona szybko dała mi do zrozumienia, że to nie najlepszy pomysł. Kiedy zobaczyłam napis lotnisko myślałam, że zemdleję ze szczęścia. Pędem ruszyłam do drzwi autobusu (w tym były tylko 1 z przodu) a następnie wybiegłam na ulice i biegiem ruszyłam do budynku. Dzisiaj się z tego śmiejemy, mówimy nawet, że chciałam uciekać przez okno, ale w tamtej sytuacji, nie wiem zupełnie czemu, ogarnął mnie paraliżujący strach, który koniec końców był (może) bezzasadny.

Podsumowując, Malta jest dla mnie zaskoczeniem. Nawet dziś, kiedy od wycieczki minęły 2 miesiące, ciągle towarzyszą mi podobne odczucia. Z jednej strony jest niesamowitym i fenomenalnie pięknym miejscem. Z drugiej, wiele sytuacji było dla mnie zaskoczeniem, zimnym prysznicem. Na pewno z chęcią bym tam wróciła, to jest pewne. Jednak teraz pokusiłabym się o wypożyczenie samochodu i większą paczkę znajomych. Czy żałuję, że tak mało widziałam? Zawsze żałuję! Jednak doceniam też to co widziałam i przeżyłam na wyspie. Na pewno mam apetyt na więcej!

P.S. Koszt mojego wyjazdu (liczę na 1 osobę) zamknął się w ok 1200zł.

Komentarze

  1. Akurat Malty jeszcze nie zwiedzałam, wpisuję na listę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, koniecznie! Bardzo fajne miejsce, mimo wszystko :) Widać, że inwestują w nią z racji ESK 2018 :)

      Usuń
  2. Świetny post. Czyta się jak kryminał, inaczej sobie wyobrażałam Maltę 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że tak mówisz :) Ja również miałam inne wyobrażenia, ale mimo wszystko polecam. Bardzo ciekawe doświadczenie :)

      Usuń
  3. Takie wyjazdy na własną rękę są najlepsze. Śliczne fotki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Dziękuję pięknie :)

      Usuń
  4. Maltę znam z opowiadań bliskiej mi osoby...może kiedyś będzie dane mi ją odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Piękne zdjęcia, a do tego cenny wpis. Dzięki za podzielenie się takimi informacjami. Może kiedyś uda się wyjechać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo, cieszę się, że jest dla Ciebie wartościowy :) Powodzenia i polecam mimo wszystko!

      Usuń
  6. Miałyście szczęście chyba dziewczyny , cos tam było nie tak , skoro poczułasś ostry strach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie...ale może też po prostu nie byłam przygotowana na taką przygodę :)

      Usuń
    2. Ja bym chyba umarła ze strachu, nawet w Polsce uważam na takie sprawy, a tutaj to w ogóle horror. Szkoda, bo Malta jest extra ze względu na klimat , lubię ten klimat i to ciepełko :-)

      Usuń
    3. Nooo totalnie rozumiem :)

      Usuń
  7. Przeczytałam na wdechu🙂 Też planuje tam podróż z niezrozumiałej fascynacji tym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! Planuj, pojedź i podziel się koniecznie swoimi odczuciami :)

      Usuń
  8. Mnie sie marzy taki wyjazd, takcpo prostu kupic bilety i spedzic 3 dni w fajnym miejscu. Czekam tylko az mi corka mlodsza podrosnie troche :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest bardzo fajna odskocznia! :)

      Usuń
  9. My mieliśmy cztery dni na Maltę i to tak akurat, żeby na spokojnie zwiedzić też Gozo i okolice Valetty, bardzo przyjemna wyspa ale nie mam potrzeby żeby jeszcze raz na nia lecieć:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O bardzo fajnie :) Ja może wybrałabym się żeby właśnie zobaczyć coś więcej, bo w sumie ten wyjazd był czysto relaksacyjny :)

      Usuń
    2. Po tym jak runęło AzuAżur oko to chyba mój romans z Malta defintywdefi się skończył:p

      Usuń
    3. Haha rozumiem! Ja widziałam tylko na zdjęciach, ale na pewno robiło niesamowite wrażenie :)

      Usuń
  10. Mam 9 dni w wakacje. Mam nadzieję, że wszystko zdążę zobaczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 9 dni to mnóstwo czasu! Pięknego wypoczynku! :)

      Usuń
  11. Bardzo chętnie udałabym się na Maltę:) Przepiękne miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj biletów, można naprawdę tanio zorganizować sobie wyjazd :)

      Usuń
  12. Jejku, jak tam jest pięknie :) Bogaty, intensywny program podczas wycieczek - to lubię najbardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Malta jest bombowa! :-) fajnie to opisałaś i czuję już potrzebę wyskoczenia na tę maleńką, ale bogatą wyspę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że dobrze się czytało! :) Mimo wszystko polecam, ciekawe kontrasty :)

      Usuń
  14. Pięknie 😍 chyba tez w tym roku zdecyduję się na kilka dni na Malcie, świetne zdjęcia, super relacja 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Decyduj się koniecznie, bo według mnie to bardzo fajne doświadczenie :)

      Usuń
  15. Ciekawie.. :) Jednak ja na razie skupiam się na naszym kraju ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też super! Polska jest piękna :)

      Usuń
  16. Te zdjecia sa przepiekna . Super wpis. Mam nadzieje,ze bede miala okazje go wykorzystac w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Trzymam kciuki oby się udało :)

      Usuń
  17. Malta jest blisko i tak tanio, że zamiast weekendu nad Bałtykiem można wyskoczyć właśnie tam. Jest na mojej liście must have. Zajrzę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Myślę, że ceny są też porównywalne :) Oczywiście Polskie morze też super sprawa, ale Maltę warto zobaczyć :)

      Usuń
  18. Bardzo ciekawy wpis i dużo przydatnych informacji. Ja na Malcie jeszcze nie bylam, ale może kiedyś zawitam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oby się przydało to co napisałam :)

      Usuń
  19. Malta jest super i przyjazne osoby tam mieszkają. Fajne zdjęcia zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękne zdjęcia, super podróż! Pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zazdroszczę podroży, to było z pewnością niesamowite przeżycie :) Sama również chętnie wybrałabym się na Maltę

    OdpowiedzUsuń
  22. Zupełnie innej relacji się spodziewałam! Faktycznie, zaskoczenie. Ale koniec końców miałyście naprawdę fajny czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to ciesze się, że trochę zaskoczyłam :)

      Usuń
  23. Świetny wpis! Super się czyta.
    Nie byłam jeszcze na Malcie, więc też mnie bardzo zaskoczyły opisane przez Ciebie sytuacje. Boney M. zamiast psalmu :D To chyba wygrało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie mój nr 1! :) Do dziś się smieje jak to słysze :)

      Usuń
  24. Na Malcie jeszcze nie byłam, ale jest na mojej liście. Słyszałam, że ładna wyspa. Świetne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie wrzuć na górę listy :)

      Usuń
  25. Lody z makaronikami skradły moje serce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj, bardzo życzę abyś spróbowała!! :)

      Usuń
  26. Fantastyczna przygoda z dreszczykiem :) Malta przede mną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z dreszczykiem dokładnie! No to oby jak najszybciej :)

      Usuń
  27. Na Malcie byłyście zdecydowanie za krótko! Także uważam, że sporo już widziałam, ale Malta była jedną z podróży, która najbardziej zapadła mi w pamięć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, niestety wiem :( Staram się robić sobie wypady ok 4 dniowe, żeby troszkę odsapnąć a wtedy miałam bardzo ciężki czas, dlatego na Malcie postawiłyśmy głównie na relaks :)

      Usuń
  28. Świetna relacja z jeszcze lepszą relacją foto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Malta to plaże i ciepła woda, ale też super architektura, tymi uliczkami można włóczyć się godzinami i nawet upał nie doskwiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie! pod względem widoków i piękna jest naprawdę wyjątkowa :)

      Usuń
  30. Piękne widoki. Malta ciągle przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Piękne zdjęcia i bardzo fajnie opisana historia pobytu.Moze kiedyś uda mi się tam pojechać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Witaj:)
    Na Maltę wybieram się za miesiąc. Mam nadzieję, że pogoda również mnie nie zawiedzie.
    Twoje rady bardzo mi się przydadzą:)
    Oczywiście zapraszam również do siebie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty